Ulubieńcy ostatnich miesięcy - szczoteczka soniczna, chusteczki peelingujące, pędzle Jessup, nowości Bielendy

Cześć!
Jak minęła Wam majówka? Wypoczęci? Szkoda, że pogoda nie była zbyt łaskawa w te dni. My spędziliśmy ten czas bardzo rodzinnie, w swoim gronie. Był detoks od Internetu, czasem takie chwile są bardzo potrzebne. Też tak macie? 
Już bardzo długi czas na blogu nie pojawiali się ulubieńcy. A to dlatego, że nie używałam niczego specjalnego, nic nowego nie poznałam. Dopiero ostatni miesiąc obfitował w nowości pielęgnacyjne jak i kosmetyczne. Tak bardzo je polubiłam, że używam ich dzień w dzień i koniecznie muszę je Wam pokazać. 



Po pierwsze Bielenda.

Uwielbiam tę markę! Wypuszczają nowości w tak ekspresowym tempie, że nie nadążam testować a chciałabym poznać je wszystkie! Moim must have są płyny micelarne tej firmy. Są zawsze w dużych butlach - co najmniej 400 ml, ogromna wydajność, niska cena - to jest to, i zawsze można znaleźć odpowiedni płyn do swojej cery.Przez bardzo długi czas używałam płynu różanego, później z aloesem i kokosem a teraz używam nowej serii Fresh Juice. Miałam wszystkie 3 rodzaje i zdecydowanie najlepszy dla mnie jest ten z pomarańczą.  Ma on działanie nawilżające a ostatnio moja cera wchłania wszystko jak gąbka. Płyn przepięknie pachnie, zmywa bez problemu  tusz do rzęs czy mocno trwałe pomadki. Dostępna jest jeszcze wersja z limonką - detoksykujący i z ananasem - rozjaśniający. 

Choć uwielbiam płyny micelarne i bez nich nie wyobrażam sobie demakijażu, to powoli zaczynam wariować na kupowaniu co chwilę wacików i płynu, który starcza mi na 2-3 tygodnie.  Postanowiłam wprowadzić pewne zmiany w wieczornej pielęgnacji a jednocześnie przyoszczędzić co nie co na wacikach. Z tej samej serii co płyn micelarny kupiłam żel micelarny i postanowiłam wypróbować.  Już ponad dwa miesiące używam szczoteczki sonicznej i właściwie używałam jej do mycia twarzy zwykłym żelem czy pianką o demakijażu płynem micelarnym. Postanowiłam lepiej wykorzystać jej potencjał, stąd zakup żelu micelarnego. 
Wiem jedno, już więcej nie będę zmywać całej twarzy płynem micelarnym. Teraz tylko szczoteczka i żel micelarny. Nie dość, że pozbywam się makijażu, to od razu myję skórę. Zaoszczędzony czas - to lubię. 



   

Po drugie.... nowoczesny demakijaż i szczoteczka Dermofuture


Trzy lata temu miałam marzenie o szczoteczce soniczej Foreo. Z racji tego, że jej cena była kosmiczna, realizację tego marzenia bardzo długo odkładałam w czasie. W końcu marzenie się spełniło i miałam swoją wymarzoną Foreo Luna Mini.  Entuzjazm trwał krótko. Regularnie używałam jej z dwa miesiące, może trzy. Potem leżała, zapomniana, więc postanowiłam ją sprzedać.  Dotarło do mnie, że to jednak nie dla mnie, zwyczajnie o niej zapominałam i cały czas zdawałam sobie sprawę ile kasy poszło na marne tak naprawdę. 
Minęły trzy lata a we mnie znowu zapaliła się myśl o szczoteczce sonicznej. Jednak tym razem nawet nie myślałam o Foreo. Tą już miałam, wiedziałam jak działała, nie używałam, więc mój własny rozsądek nie pozwoliłby kupić jej ponownie. Szukałam tańszej alternatywy. Sporo pozytywnych komentarzy było o szczoteczce z Dermofuture. Jej koszt to 129 zł, więc znośny. Bardzo mi się podoba jej wielkość, dla mnie jest idealna, Luna jednak była za mała. I tak sobie porównałam z pamięci wersję tanią i drogą i poza wielkością, chociaż nie powinnam porównywać wersji podróżnej do zwykłej, nie różnią się niczym. Dermofuture nie posiada timera, ale szczerze, nie jest mi to potrzebne, bo myję twarz jak chce, w jakim kierunku i jak długo chce. Jest ładowana za pomocą kabla, ma regulacje prędkości wibracji. Rewelacyjnie oczyszcza skórę w połączeniu z żelem do mycia twarzy. Po jej użyciu należy ją tylko opłukać i osuszyć. 




Peeling w chusteczkach 

Niestety złapałam się na tym, że zapominam o peelingu. Tragedia. Widzę i czuję, jak skóra tego potrzebuje, nawet ta sucha i wrażliwa.  Podczas przechadzki po Sephorze w ręce wpadły mi chusteczki peelingujące tejże marki. Pamiętam, że kiedyś miałam wersję z węglem i były mega mocne, Używałam ich przez terapia Izotekiem, gdy cera była tłusta i w niedoskonałościach. Pojawiła się wersja z papają, z ciekawości wzięłam i pokochałam! Mam je w łazience przy lustrze i używam tej chusteczki jako "pobudke" z samego rana. Szorstką stroną oczyszczam skórę z zanieczyszczeń powstałych po nocy a później przecieram gładką stroną. Chusteczki pachną niesamowicie owocowo. Sam zapach  już potrafi pobudzić.  Dzięki nim mam gładki nos, bez zaskórników. Minusem jest cena - 30 zł za 25 chusteczek. 




Po trzecie... w końcu makijaż

Nawet nie wiecie jak mi głupio, że w ulubieńcach pojawiają się rzeczy, o których ani słowem nie wspomniałam tutaj wcześniej. Kilka rzeczy nawet nie zdążyły ujrzeć aparatu a już się skończyły. Tak więc dziś na szybko kilka mini recenzji-polecajek kosmetycznych.

Od kilku lat podkład aplikuję tylko i wyłącznie gąbeczką. Pędzle w tym temacie dawno odeszły do lamusa. To jednak gąbeczka wygrywa pod względem wyglądu skóry po aplikacji podkładu. Gąbeczki to zaraz po podkładach, produkt, który testuję w największych ilościach i jak tylko pojawi się coś nowego, to musi być moja. Zanim rozpoczęła się promocja w Rossmannie na kosmetyki kolorowe -55%, kupiłam nowość od Wibo, miękką gąbeczkę do makijażu. Jest w pięknym kolorze pudrowego różu i jest naprawdę niesamowici mięciutka! Bardzo przyjemna w użytkowaniu. Szybko zwiększa swoją objętość pod wpływem wody. Wchłania zdecydowanie mniej podkładu niż inne gąbeczki. Niestety, jeśli macie długie paznokcie, to długo nie wytrzyma. Jest bardzo podatna na wbicia paznokci. Jedna strona jest ścięta, co świetnie się sprawdza w okolicach nosa czy pod oczami. Jej cena to ok. 21 zł w regularnej cenie.


Jeden podkład z Jandy, już miałam i wypadł prawdę mówiąc średnio,  gdyby nie to, że zobaczyłam efekt jaki daje nowa wersja tego podkładu z czerwoną nakrętką, nawet bym na niego nie spojrzała w drogerii.  Jest o niebo lepszy pod każdym względem. Najjaśniejszy kolor jest faktycznie jasny, ma świetne krycie a na twarzy wygląda po prostu bosko. 

Czasami pojawiają się jakieś mocniejsze niedoskonałości, których nie zakryje sam podkład. Wtedy potrzebny jest mocny korektor i to najlepiej gęsty w konsystencji. Moim odkryciem okazał się korektor z Makeup Revolution Pro kupiony w Rossmannie za 9 zł! To jest sztos! Jego krycie, konsystencja są dla mnie idealne, a mimo małego rozmiaru wydajność jest ogromna! 


Alieexpres to taka otchłań, w którą można wpaść bez opamiętania i nakupować różnych głupot i niepotrzebnych rzeczy. Czasami jednak, do koszyka potrafią wpaść niezłe cuda, jak np, pędzle Jessup. Dokładnie te same, co sprzedawane są w Polsce online w różnych drogeriach internetowych, ale w lepszych cenach. Są piękne, mają mięciutkie włosie i są niedużych rozmiarów. Genialne! 


Wszystkie fanki kokosa i chłodnych bronzerów, paleta Hean to sztos! Zapach ma piękny, aż na myśl przychodzą wakacje pod palmami. Dwa chłodne bronzery plus piękny, ale delikatny rozświetlacz, to moje ulubione trio na szybki, codzienny makijaż.   Bronzery mają taką piękną barwę, że naprawdę ciężko zrobić sobie nimi krzywdę. Nie wpadają w szarość, co jest istotne w chłodnych odcieniach. Dostępna stacjonarnie w Hebe. Ma ogromną wydajność, przy stosowaniu jej codziennie przez prawie dwa miesiące, dopiero lekko starła się wierzchnia warstwa! A zapach dalej się utrzymuje, jednak na skórze jest nie wyczuwalny. 

Cztery pudry w jednym? To możliwe! Wibo stworzyło 4 pudry, każdy o innym kolorze i działaniu i połączyło w jeden produkt. Pudry się świetnie ze sobą łączą i nakładane gąbeczką czy pędzlem rewelacyjnie sprawdzają się w swoim działaniu.  testowałam go z różnymi podkładami i z każdym współgrał. Niestety nie spotkałam tego pudru już w Rossmannie. Kupiłam go podczas jesiennej edycji promocyjnej i dopiero teraz doczekał się swojej premiery i od razu stał się ulubieńcem. Mam nadzieję, że Wibo ma go w regularnej sprzedaży! 





To chyba mój najdłuższy wpis odkąd pamiętam! Pisałam go na raty od niedzieli, kiedy tylko miałam chwilę, by na spokojnie usiąść do komputera i napisać. 
Mam nadzieję, że wpis się Wam spodobał, Koniecznie dajcie znać, czy któryś z moich ulubieńców jest Wam znajomy i czy lubicie czy wręcz przeciwnie? 



8 komentarzy:

  1. Ten puder z Wibo mnie kusi od jakiegoś czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne nowości i post ;) Zachęciłaś mnie do kosmetycznych zakupów ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O tych pędzlach naczytałam się samych dobroci :)
    A po chusteczki peelingujące sama chętnie bym sięgnęła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszę, że Bielenda ma dużo ciekawych produktów w swojej ofercie. Wybieram się do Polski i chętnie poszukam czegoś dla mnie w Rossmannie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczoteczkę soniczna kusi mnie z każdej strony... A bielendę z pomarańczą mam już w użyciu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super koszyczek na kosmetyki :) Moim schowkiem jest biała skrzynia na zabawki :) Jest bardzo praktyczna i jest w niej mnóstwo miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  7. Koszyk wygrywa wszystko kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  8. a tak kminiłam nad tą owocową serią :D a teraz tym bardziej chcę jej użyć!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Agata Tomalla , Blogger